Kategorie: Wszystkie | Wszystko, co mam do powiedzenia
RSS

Wszystko, co mam do powiedzenia

wtorek, 28 listopada 2006
Z okazji zwycięstwa polskich siatkarzy z reprezentacją Rosji prezydent ogłosił trzydniową Euforię Narodową.

Do godziny 20-stej w piątek zawieszone zostają pogrzeby i operacje w szpitalach. Organizowane będą obowiązkowe imprezy masowe, a stacje telewizyjne zwiększą ilość program rozrywkowych. Pracownicy sklepów, restauracji i urzędów zobowiązani są do grania głośnej muzyki i ubierania się w jaskrawe kolory. W okresie Euforii Narodowej obowiązuje zakaz używania odzieży w kolorze czarnym.

Na zorganizowanej dziś po południu konferencji prasowej prezydent powiedział: "dziś cały kraj solidaryzuje się z tryumfem polskich siatkarzy". Wypowiedź spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem. "Rząd zamierza przeznaczyć 100 tysięcy złotych z rezerwy budżetowej na dalszy rozwój polskiej siatkówki" - zadeklarował ubrany w pomarańczowy garnitur premier.

piątek, 24 listopada 2006
Według badań Rządowego Centrum Badań Opinii Publicznej 99% Polaków popiera trzydniową Żałobę Narodową.

Ankieta miała postać:

Proszę zakreślić właściwą odpowiedź:
  • Tak, popieram Żałobę Narodową, współczuję rodzinom ofiar i cieszę się, że wszystkie stacje telewizyjne pokazują na okrągło informacje z kopalni i jestem zadowolony(a), że nie ma żadnych programów rozrywkowych rekompensując to zwiększoną ilością reklam.
  • Nie, jestem nieczułym sk***synem, nie współczuję ofiarom tragedii w Halembie, nie mam w sobie ludzkich odruchów i ogólnie jestem p***nym egoistą.

Zachęcony tak niespodziewanym wynikiem badań Prezydent postanowił ustanowić każdy czwarty czwartek miesiąca Dniem Żałoby Narodowej. Najbliższa, grudniowa, Żałoba Narodowa odbędzie się ku czci ofiar utonięć (508 osób w 2005 roku), zaś w styczniu solenizantami będą ofiary gwałtów (aż 1987 ofiar). Ofiary zamarznięć najbliższej zimy muszą poczekać na swoją kolej aż do kwietnia.

niedziela, 12 listopada 2006
Dziś dzień wyborów samorządowych, w których to duża grupa ludzi głosuje na nie do końca wiadomo kogo. Niby stawia się krzyżyk przy nazwiskach, ale po pierwsze większość ludzi nie ma czasu ani ochoty zapoznawać się szczegółowo z kandydatami i zapamiętywać ich nazwiska, a po drugie ordynacja wyborcza jest trochę zbyt skomplikowana dla obywateli (w tym roku doszło jeszcze blokowanie, żeby zrobić jeszcze większy zamęt). Przypomnę, że większość obywateli stanowią funkcjonalni analfabeci (znaczy: umieją czytać, ale nie rozumieją, co czytają). Duża część z pozostałych dochodzi do wniosku, że głosowanie przy takim systemie i takich kandydatach nie ma większego sensu, więc oni głosować nie idą.

Podsumowując: znów głosuje się na partie, a nie na ludzi, chociaż propaganda rządowo-medialna głosi inaczej. Ludzie swoje, reżim swoje. Czyli wszystko po staremu.

Dziś mnie to jednak nie interesuje, bo skupiam się na czym innym. Otóż jutro pierwszy raz idę do pracy!

No, może nie do końca pierwszy, bo pracowałem już w wielu firmach, a w tej konkretnej już też wcześniej byłem zatrudniony. Dwa razy. Teraz będzie trzeci. Ale czuję się tak czy inaczj, jakby to był mój pierwszy raz, bo będę tym razem robić coś, czego do tej pory nie robiłem, coś zupełnie nowego, coś, co będę dopiero poznawał.

Lubię pierwsze razy. Smak potrawy ugryzionej pierwszy raz w życiu, przekroczenie pierwszy raz granicy na Wschód, pierwsza rozmowa z człowiekiem, którego się wcześniej nie spotkało, obejrzenie filmu, o którym się nic nie wie. Znacie to niepowtarzalne uczucie podekscytowania, kiedy szło się na kolejną część Gwiezdnych Wojnej do kina? Kiedy robi się ciemno i rozbrzmiewają pierwsze takty muzyki - niepowtarzalne uczucie. Kiedyś żałowałem, że nie mogę wymazywać z pamięci książek, które już przeczytałem. Bo mógłbym wtedy za każdym razem, czytając tę książkę od nowa, przeżywać wszystko po raz pierwszy.

Dla mnie te pierwsze razy to sama esencja życia. A zdolność do ekscytowania się tym czymś nowym z odrobiną strachu i podniecenia jest dowodem, że wciąż żyję, jeszcze ciągle żyję.

Cieszę się więc bardzo, że po tylu latach, które upłynęły od czasów mojego obcowania z Tomkiem Sawyer'em, Huckiem Finn'em i Winnetou, jestem wciąż w stanie czuć ten lekki strach i podniecenie na myśl o tym, co będzie jutro. Cieszę się, że nie wywietrzała ze mnie chęć szukania przygód (pierwszy dzień w pracy też jest przygodą!) i wiara, że wszystko jest możliwe, że wszystko może się zdarzyć. A przecież tak łatwo tą przygodowość stracić poddając się nudnej rytunie życia.

A może to nie rutyna jest zabójcza. Może to nasza chęć kontrolowania biegu wydarzeń zabija w nas życie. Staramy się zaplanować wszystko tak szczegółowo i tak pewnie, jak to tylko możliwe. A jeżeli nam się to, nie daj Boże, uda, to okazuje się wtedy, że nie pozostało nam już nic więcej do roboty, żadnych więcej decyzji do podjęcia - i sami na własne życzenie zamieniamy się w roboty. Najpierw się dobrze zaprogramować, a potem już tylko wykonywać plan. Szczyt wygody i bezpieczeństwa - przestać być człowiekiem i stać sie komputerem.

A ja tak nie chcę.

Nie chcę. Ale zdaję sobie też sprawę, z tego, że nie wystarczy tylko nie chcieć, trzeba to nie-chcenie wprowadzać w czyn, żeby się stało rzeczywistością. Ja robię to tak: dążę do niepewności, kiedy plan jest zbyt doskonały, uciekam z premedytacją od wygody i walczę z naturalnym dążeniem do maksymalnego bezpieczeństwa.

Dlatego na przykład do tej pory nie mam prawa jazdy i mieć nie chcę. Z premedytacją. Nie chcę jeździć własnym samochodem. To o wiele za wygodne, ergo: niebezpieczne.

Natura człowieka dąży ostatecznie do samodestrukcji, bo rzeczy, które nam się chce robić i mieć, niszczą nas, jeżeli je osiągniemy. Aby żyć, żyć naprawdę, trzeba postępować wbrew sobie. Wbrew naturalnym odruchom.

I myślę, że to postępowanie brew sobie czyni mnie człowiekiem bardziej niż cokolwiek innego. Wola, która stoi ponad naturalnymi skłonnościami. Wola, która powinna stać ponad naturalnymi skłonnościami.

Tak więc jutro idę do pracy pierwszy raz, robić coś, czego wcześniej nie robiłem. I przejmuję się. I jestem pełen obaw. Przeżywam to i nie jest mi to obojętne. I to także mnie cieszy.

Życzę wam wszystkim, którzy doczytaliście aż dotąd, jak najwięcej tych pierwszych razów. Żeby nowości nigdy się nie wyczerpały. Żebyście je przeżywali i cieszyli się tym przeżywaniem. Żeby obojętność i rezygnacja nigdy nie były waszym udziałem. Żebyście wysysali sok życia do ostatniej kropli.

Tego sobie i wam życzę w ostatnim dniu bezetatowego, mocno nieregularnego życia,

Masa Krytyczna - bulwersujący, irytujący, skandalizujący blog gadany (mp3).