Kategorie: Wszystkie | Wszystko, co mam do powiedzenia
RSS

Wszystko, co mam do powiedzenia

wtorek, 23 maja 2006
Fajni ludzie umierają. Bedzie wojna.

Ludzie umierają. I wbrew powszechnemu poglądowi, że śmierć jest ostatecznym nieszczęściem na które nie może być zgody i przyzwolenia, ja uważam, że to rzecz normalna, którą należy zaakceptować. Kiedy stykamy się ze śmiercią w życiu, reagujemy często zaskoczeniem i zdziwieniem: no jak to? To kupowanie towarów prezentowanych w reklamach przez wiecznie młodych, zawsze pięknych aktorów kiedyś się skończy? Skończy się każda kłótnia, każda szczytna idea, każdy rozkręcony biznes? I dziwimy się, że stara dobra śmierć przyszła, zupełnie taka sama jak w średniowieczu i w starożytnym Rzymie, taka sama u Żydów, Niemców i Ruskich, tak samo lewicowa jak i prawicowa. Dziwimy się, bo jakoś zapomnieliśmy o tym nieuchronnym wydarzeniu, które każdego z nas spotka. Jezus to podsumował: "cóż bowiem za korzyść dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić?"

Umarł właśnie Kazimierz Górski. Jakoś w ostatnim czasie dużo ludzi, których warto znać, warto słuchać, opuściło ziemię. Jacek Kaczmarski, Karol Wojtyła, Hanka Bielicka. Co to znaczy, że tylu wielkich, bo nieprzeciętnych ludzi odchodzi jeden po drugim? Może nic. A może Bóg ich zabiera, żeby im oszczędzić tego, co będzie. Może jakaś wojna? Kataklizm? Zaraza ma przyjść?

Może z resztą nic z tych rzeczy, może to tylko stary świat przemija. I mam wrażenie - i chyba nie tylko ja - że ten stary świat był nieporównywalnie bardziej bogaty i wartościowy niż ten, który przejął jego miejsce. Ta żałosna karykatura pięknego świata, który odszedł, a z którą się codziennie zmagamy już sami: bez Jacka, Karola, Hanki i Kazimierza.

Oni już umarli, oni już nic nie zmienią. Ale my żyjemy. Jeżeli my nie stworzymy nowego świata, takiego, w którym warto żyć, takie, który będą pamiętać ci, co przyjdą po nas - to nikt inny tego nie zrobi. Czy kiedy my będziemy umierać, nasi synowie powiedzą, że jednak coś było w tym świecie, który właśnie przeminął?

Szczerze mówiąc wątpię. Ale zawsze zostaje nadzieja. Chociaż gdybym miał stawiać na to własne pieniądze, nie dałbym złamanego grosza - za mała szansa na wygraną.

Długiego życia życzę,

czwartek, 18 maja 2006
Ostatnio bywałem w paru sieciowych miejscach typu Web 2.0 (wikipedia, grono.net, wykop.pl, różne blogi itp.). Są to miejsca, gdzie internauci są nie tylko odbiorcami, ale mają aktywny wpływ na zawartość serwisu, współtworzą, a nie tylko czytają. Można na postawie tego próbować poznać, kim są i jacy są internauci. Poczynione w w ten sposób obserwacje zmusiły mnie do ponownego zastanowienia się nad zagadnieniem "Czym jest internet" (chodzi mi tu o internet jako zbiorowość ludzi, a nie zwoje kabli oplatających tony metalu i kilogramy kwarcu).

Otóż stwierdzić należy, że internet w większej części składa się z niedorozwiniętych umysłowo półanalfabetów bez własnych poglądów, zasad i życiowych celów. Powiedzenie, że przeciętny internauta jest dojrzały niczym zielone jabłko byłoby wysoce nietrafne - przeciętny internauta przejawia dojrzałość co najwyżej pestki. Typowy bywalec stron internetowych wnosi tyle wartościowych rzeczy do każdej dyskusji, ile mrówka do stodoły, zaś jego ego osiągnęło rozmiary World Trade Center i rośnie dalej. Krótko mówiąc, typowy internauta jest tępym, bezmyślnym idiotą, przeciętnym do obrzydliwości, kretynem, który stara się za wszelką cenę wykazać swoją wyjątkowość, zamiast zamknąć gębę i uczyć się od innych.

Dziś czynność tępego klikania w kolejne linki zajęła miejsce bezmyślnego przerzucania kanałów pilotem od telewizora, tak popularnego wśród starszego pokolenia, które będąc wcale nie bardziej rozwiniętym umysłowo, przejawiało chociaż czasem oznaki zainteresowania czymś, na czym mu zależało. Przeciętnemu internaucie zależy głównie na tym, żeby ktoś dostarczył mu rozrywki, możliwie szybko i możliwie tanio, zaś światopogląd ogranicza się do totalnych, bo zupełnie bezkrytycznych, ataków w formie pomyj wylewanych na łeb któregoś z polityków, najchętniej jeszcze głupszego od tego, kto go krytykuje (coraz mniej już takich). Wszelka rzeczowość, innowacyjność, cierpliwość, pracowitość, szacunek do rozmówcy nie mają w internecie racji bytu.

Z tych odpadków masowej "kultury" tworzonej przez MTV, Polsat i RMF-FM powstało główne jądro internetu - morze umysłowych kalek, rzesza zombie, których wszystkie procesy życiowe podporządkowane zostały potrzebie konsumpcji. Nie umieją oni pisać, czytać, składać myśli, wyciągać logicznych wniosków, samodzielnie myśleć ani ze sobą rozmawiać. Wszystko, co z siebie dają jest szybkie, uproszczone i jest kopią z kopii z kopii - co widać dobrze po stylu pisania. To właśnie oni tworzą internet - koszmarne wysypisko informacyjnych śmieci, które z założenia miało być platformą rozwoju wolnej, niczym nie skrępowanej myśli ludzkiej. Niestety, znów okazało się, że z próżnego i Salomon nie naleje - trzeba najpierw mieć coś samemu w środku, żeby móc dawać innym. Tej "myśli ludzkiej" jest zadziwiająco niewiele, większość stanowią niezdarne próby pokazania własnej pępkoświatowości milionom innych pępków świata. Na szczyty wybija się nie to, co najlepsze i najwartościowsze, ale to, co najgłośniejsze - tu akurat internet nie różni się niczym od świata poza nim. Na szczytach więc panoszy się pogryziona, przerzuta i przetrawiona, masowo produkowana tandeta w pięknym, przyciągającym wzrok opakowaniu, zaś prawdziwe perły - a nie jest ich wiele - toną w gnojówce. Twórcy tej gnojówki - leniwe i puste umysły wychowywane latami przez reklamy na poprawnych konsumentów - żywią się gnojówką, oddychają gnojówką i wydalają gnojówkę. Internet - gnojówkowe perpetum mobile!

Tak więc ostatecznie doszedłem do wniosku, że internet na dzień dzisiejszy składa się w głównej mierze z bezwartościowego badziewia w przyciągającym wzrok opakowaniu, wchłanianego na pół świadomie przez tłum egocentrycznych debili. Tak, tak, od czasów ArpaNet i początków internetu wieeele się zmieniło. Trzeba być na bieżąco, żeby nie stracić łączności z rzeczywistością, bo skutki tego mogą być fatalne (spotkało to na przykład biednego pana Giertycha).

Oczywiście wizja takiego internetu nie napawa optymizmem. Ale z drugiej strony działa jak katharsis, a człowiek, który zaakceptował rzeczywistość jest zwykle spokojniejszy.

Wniosek na koniec płynie taki: jeżeli nie da się zmieniać rzeczywistości, się można z niej, metodą Sowizdrzała, śmiać. Byle tylko tak jak on nie skończyć na stosie...

Czego sobie i wam życząc, żegna sie z głębokim westchnieniem,

czwartek, 11 maja 2006
W starożytnym Rzymie rządzono metodą "chleba i igrzysk". Do dzisiaj ta koncepcja została, zmieniły się tylko narzędzia: "pracy i telewizji", tudzież "zasiłku i wyborów".

Jak w Polsce można nie gadać o polityce? Można tylko pod warunkiem, że się ma z nią wiele wspólnego i od niej nie zależy nasze codzienne życie. Ale czyje życie w Polsce nie zależy od polityki i państwa?

48 tysięcy urzędników ZUSu - zależy od państwa. Ponad 100 tysięcy urzędników administracji państwowej, urzędów skarbowych itd. - jak najbardziej. Tak samo wszyscy pracownicy wszystkiego, co państwowe lub dotowane przez państwo: nauczyciele, lekarze, pielęgniarki, kolejarze, hutnicy, policjanci, wojskowi. Również wszyscy emeryci, przedsiębiorcy i samozatrudnieni. Oni wszyscy są skazani na interesowanie się polityką. Bo każda drobna zmiana na górze może spowodować, że za chwilę stracą pracę, mieszkanie, firmę, premię, przywileje itd. I dlatego zmuszeni są interesować się polityką.

Do dupy z takim państwem.

W normalniejszym kraju zwykły człowiek olewa z góry na dół tych, co siedzą na wysokich stołkach, zostawiając im kierowanie krajem, bo ma zaufanie, że się na tym znają. I ma rację - faktycznie się znają, bo w większości są do tego szkoleni i przygotowywani. Mają też dobre wzory, mają się od kogo uczyć i zdają sobie sprawę z odpowiedzialności za innych. A tu od kogo rządzący mają uczyć? Od dawnych komunistów? Od elektryka Wałęsy? Od chłopa Leppera?

Srał ich pies - chciałbym powiedzieć, a ze mną każdy człowiek, który chciałby żyć swoim własnym życiem, a nie życiem tych cholrych na megalomanię pępków świata, co dorwali się do władzy. Srał ich pies i Bóg z nimi - ja mam własne życie, o wiele ciekawsze. Niestety, nie mogę tak powiedzieć, bo ci, co srał ich pies, wchrzaniają mi się do życia przy każdej okazji, zabierają mi ponad połowę tego, na co ja pracowałem sprytnymi podatkami i przeszkadzają przy każdej próbie wychylenia się o centymetr ponad bierną przeciętność. Zmuszony więc jestem interesować się polityką - po to żeby chronić własną skórę.

Większość z was jest już tak zmęczonych i zdegustowanych polską polityką, że nie chcecie patrzeć na to co sie dzieje na górze. Rozumiem was dobrze. Ale to błąd. Bo po pierwsze ci na górze mogą wam zrobić brzydkie kuku i dobrze jest zorientować się w porę co się dzieje, żeby tego uniknąć. A po drugie - bo możecie coś zmienić. Ba, nie coś - wszystko! Ale do tego musisz znać sytuację, musisz wierzyć, że możesz coś zmienić i musisz mieć odwagę, żeby spróbować. A przede wszystkim - musi ci się chcieć i musi ci zależeć.

W 9 przypadkach na 10 nie chce ci się i masz to wszystko gdzieś. I albo zamierzasz wyjechać, albo zamierzasz narzekać i nic nie robić. W pierwszym przypadku rozumiem cię dobrze i życzę powodzenia. W drugim - wybacz, ale to prawda - czuję do ciebie lekką pogardę. Wiem, że to zgoła niechrześcijańskie uczucie, ale jednak uzasadnione. Człowiek, który nie próbuje zmieniać siebie ani świata wokół siebie jest praktycznie martwy. A ten, kto narzeka, a nic nie robi zasługuje na wszystko, co go spotyka. Taki człowiek jest godny litości.

Moherowe babcie wspierając Radio Maryja jak mogą, wpłacając po parę złotych na rachunek Ojca Rydzyka, zmieniły rzeczywistość w Polsce. Dziś praktycznie cała władza w Polsce (oprócz sądowniczej) jest skupiona w rękach ludzi dla których priorytetem są Kościół i Ojczyzna, którzy wszystkim chcą narzucić swoje idee, a za właściwe metody rządzenia uważają zakazy, nakazy, dyscyplinę, centralizację, posłuszeństwo i jak największą kontrolę Państwa. Ci ludzie rządzą z mandatu babć z Radia Maryja, którym zależało i z mandatu biernych, nie interesujących się polityką ludzi, którym nie zależało. Czyli prawdopodobnie (9 przypadków na 10) takich jak ty.

Dlatego w 9 przypadkach na 10 - to dzięki tobie rządzą nami właśnie ci, którzy rządzą. Bo nic nie robiąc, nie dając złotówki na jakąś przeciwwagę dla moheru, pozwoliłeś na to. Ciesz się tym teraz. I nie waż się narzekać - bo to twoja zasługa.

poniedziałek, 08 maja 2006
To niewiarygodne, ale dopiero teraz skończył się weekend z poprzedniego tygodnia.

Polacy są narodem zdecydowanie niedocenianym przez twórców powieści science-fiction. Tyle tu dziewiczych, niewykorzystanych literacko zjawisk. Na przykład fakt, że cały naród stracił nagle z życiorysu cały tydzień - czyż to nie jest zjawisko paranormalne? Bo normalne na pewno nie jest.

Osobiście nienawidzę tych "długich weekendów" z intensywnością godną lepszej sprawy. Przez 9 dni połowa kraju jest pogrążona w słodkiej atmosferze nieróbstwa i olewania, więc druga połowa, która chciałaby pracować, nie za bardzo może. Ogólne rozluźnienie skutecznie odbiera chęć do pracy.

Niektórzy ludzie mówią, że nas na to nie stać. Eee, co to za argument dla Polaka? Na becikowe też nas nie stać, i co z tego? A na dotacje dla nierentownych hut, kopalń, na utrzymywanie przerośniętej PKP i stutysięcznej armii urzędników ZUSu nad stać? Głupie pytanie, czy nas stać czy nie - kto się tym przejmuje? Kogo to obchodzi? No i słusznie - jak już olewać to wszystko.

Chodźmy na piwo.

Masa Krytyczna - bulwersujący, irytujący, skandalizujący blog gadany (mp3).