Kategorie: Wszystkie | Wszystko, co mam do powiedzenia
RSS

Wszystko, co mam do powiedzenia

poniedziałek, 17 lipca 2006
Kiedy miałem 15 lat, uważałem 18 lat za wiek dojrzały, zaś przekroczenie dwudziestki za późną starość. Kiedy zbliżałem się sam do dwudziestki, łudziłem się nadzieją, że nie dożyję 25-tych urodzin, gdyż nie chcę być zgrzybiałym staruszkiem. Dożyłem, niestety. Nawet przekroczyłem. Przyznaję, że tego nie przewidziałem. Teraz mam 29 lat i przestaje mnie już bawić ta zabawa w wyznaczanie granicy starości i przesuwanie jej dalej za każdym razem jak ją przekraczam.

Myślę, że paniczny strach przed katastroficznym końcem młodości przeszedł na osobników męskich od kobiet. Widomo bowiem powszechnie, że dla kobiety młody wygląd jest nieporównywalnie ważniejszy niż dla mężczyzny, jako że dojrzałość mężczyznom nie szkodzi, a jeżeli już to niewiele. Kobiety nie przykładają tak dużej wagi do wyglądu mężczyzny jak mężczyźni do wyglądu kobiety. To naturalne. Nawet te kobiety, które twierdzą, że wygląd nie jest najważniejszy i nie przywiązują do niego żadnej wagi wydają przerażające sumy na szminki, pudry, kolczyki, urządzenia do ujędrniania tego i owego i inne różności do poprawy wyglądu. Krótko - dla kobiety młody wygląd jest ważny, a jego utrata jest katastrofą. Jako, że kobieta z natury próżną jest. Piękną, acz próżną jest, amen.

I dlatego jest zrozumiałe, że kobieta przejmuje się swoim wiekiem. Ale dlaczego, do cholery, mężczyźni się swoim wiekiem przejmują? Tego nie rozumiem. Mężczyzna wszak z wiekiem nabiera plusów, a pozbywa się minusów. "Mężczyzna" - to brzmi dumnie! "Chłopak" - to brzmi... eee... mniej dumnie. No pomyśl sam, jak się czujesz, kiedy kobieta mówi o tobie "mój mężczyzna", a jak kiedy mówi "mój chłopak". Jest różnica!

Najdziwniejsze w nabieraniu dojrzałości (brzmi lepiej niż: "w starzeniu się") jest to, że chociaż jesteś 10 lat starszy niż 10 lat temu, w środku nie czujesz żadnej różnicy. No w każdym razie ja (wiele osób mówiło mi to samo, więc chyba nie tylko ja). Wewnętrznie jestem ciągle tą samą osobą, tyle że 10 lat później. Ale nie czuję się starszy. Ani trochę. Czuję się tylko mądrzejszy, tą mądrością jaką góruje praktyka nad teorią. Wiem już na przykład z praktyki, że studia są na ogół gówno warte i w pierwszej pracy, pierwsze co trzeba zrobić to zapomnieć wszystko, czego się nauczyłeś na studiach. Wiem z życiowego doświadczenia, że kobieta - wbrew filmowym radom autorytetów z Hollywood - wcale nie jest najważniejsza w życiu mężczyzny, tak się tylko wydaje, póki jej nie ma. Praktyka uczy, jak ważne w życiu jest poczucie humoru i dystans do siebie, a doświadczenie pokazuje, które rzeczy są naprawdę ważne, a które mało istotne. I z biegiem czasu okazuje się, że jest odwrotnie niż myśleliśmy na początku. I dobrze! Na tym właśnie polega życiowa mądrość. To jest błogosławiony owoc dojrzewania. Owoc starzenia się.

Przysłowie mówi: "gdyby młodość wiedziała - gdyby starość mogła". Dobrze powiedziane. Chociaż dzisiaj pewnie większości ludzi brzmi w głowach: "gdyby młodość miała kasę - gdyby starość miała wygląd", co pokazuje jak pusty i absurdalny zrobił się świat, w którym żyjemy. Nic dziwnego, że ludzie są coraz mniej szczęśliwi, chociaż mają coraz więcej.

Ja, jako 29-latek, z jednej strony zdaję sobie sprawę jak koszmarnie byłem głupi (chociaż pełen dobrych chęci) 10 lat temu i o ile jestem teraz mądrzejszy, a z drugiej strony widzę jak dużo mi jeszcze brakuje doświadczenia i mądrości życiowej, którą bardzo sobie cenię. Ostatnio pęta mi się w ogóle po głowie myśl, żeby zacząć palić fajkę, bo to dodaje mądrości życiowej. Już samo to świadczy dogłębnie o mojej głupocie, że fajka miałaby dodawać mądrości. Aczkolwiek faktem jest, że człowiek pykający fajkę faktycznie wygląda jak ktoś, kto ma wiele mądrych rzeczy do powiedzenia. Może to tylko złudzenie optyczne, ale na przykład za cholerę nie potrafię sobie wyobrazić Leppera z fajką.

Ale znów odbiegłem od tematu. Chciałem powiedzieć, że w wieku 29 lat nie jest się starym. Ba - nawet w wieku 40 lat nie jest się starym! Starość to określony stan ducha, a nie wiek biologiczny. Znałem 18-stolatków, którzy byli starzy, i człowieka powyżej 50-tki, który był młodszy niż większość moich rówieśników.

Bo sztuka w tym, żeby starzejąc się, nie stracić, a zyskać. Nie stracić radości życia, ciekawości i zdolności do zmian, a zyskać doświadczenie, wiedzę, mądrość i dojrzałość. Wtedy można być młodym będąc starym, i odwrotnie. Znam takich ludzi - naprawdę warto ich poznać. Mam nadzieję, że kiedyś też taki będę. Póki co, ciągle straszny ze mnie gówniarz.

I tym smutnym stwierdzeniem żegna się z wami,

wtorek, 11 lipca 2006
Dlaczego ostatnio nie piszę? Bo nie mam czasu. A dokładniej mówiąc mam chwilowo ciekawsze rzeczy do roboty. Pożyteczniejsze.

Po Wielkiej Zmianie w moim życiu, która miała miejsce w lutym 1994 roku, tak się jakoś stało, że w niewytłumaczalny, albo bardzo naturalny sposób, zaangażowałem się w fascynującą dziedzinę kontaków interpersonalnych. Z zamkniętego w sobie introwertyka unikającego ludzi zmieniłem się podejrzanie szybko psychologicznego filantropa, którego poznawanie ludzi pasjonuje w najwyższym stopniu. O wiele bardziej wolałem więc rozmawiać z kimś na żywo niż pisać maile, SMSy, artykuły, blogi itp. Tym dziwniejsze jest to, że narodził się we mnie równocześnie głód pisania.

Przez ostatnie lata z różnych przyczyn, zewnętrznych głównie, nastąpiła w moim życiu susza w kontaktach osobistych. Czas jaki spędzałem na rozmowach i ogólnie byciu z ludźmi zmniejszył się tak bardzo, że zacząłem głodować.

Znacie to uczucie, kiedy człowiek jest tak zmęczony, że nie może spać? Albo odkrywacie jak bardzo jesteście głodni dopiero jak poczujecie zapach jedzenia? Tak samo bywa z człowiekiem, który odzwyczaił się od częstych kontaktów z innymi ludźmi. Brakuje mu tego bardzo, ale nauczył się z tym żyć. Ale od początku świata aż do końca to była, jest i będzie jedna z największych potrzeb człowieka - potrzeba kontaktu z innymi ludźmi.

Teraz, będąc na obozie, najadłem się nieźle tego bycia z ludźmi, ale w miarę jedzenia apetyt wzrasta. Więc podejrzewam, że będzie mnie teraz nosiło i będę bywał więcej wśród ludzi. A to oznacza prawdopodobnie, że znów nie będę pisał.

Chociaż z drugiej strony istnieje jakiś dziwny związek pomiędzy intensywnością kontaktów między-ludzkich w moim życiu, a chęcią pisania. Przecież najwięcej pisałem w momentach obfitości interpersonalnej, a nie posuchy towarzyskiej, jakby się mogło wydawać. Bycie z ludźmi zwiększa we mnie chęć pisania, a zmniejsza ilość wolnego czasu. Dziwna sprawa. Teraz też odczuwam wielką ochotę, żeby wrócić do przerwanej "Teorii Portali" i dokończyć ją w końcu. Więc kto wie, może więc jednak będę pisał?

Ale póki co jest dziś gorąco, lato, niebieskie niebo, nie jest to więc pora na przejmowanie się czymkolwiek. Wstał dziś dzień, a ja ciągle żyję i nic mnie nie boli. Czy to nie jest dobry powód, żeby się cieszyć? Chyba pójdę to uczcić. Najpierw do McDonalda, a potem na piwo. Z kupą ludzi, rzecz jasna. The more the merrier! To idę. Cześć.

Masa Krytyczna - bulwersujący, irytujący, skandalizujący blog gadany (mp3).