Kategorie: Wszystkie | Wszystko, co mam do powiedzenia
RSS

Wszystko, co mam do powiedzenia

poniedziałek, 30 października 2006
Niedługo znów jakieś wybory. Chociaż nie jakieś, przepraszam, wiem jakie: samorządowe. Cokolwiek to znaczy. W moim pojęciu polega to na tym, że każe mi się wybierać, kto mnie będzie przez parę następnych lat okradał.

System demokratyczny z samej swojej natury jest hamulcem wszelkich zmian. Zwłaszcza w połączeniu z siłą oddziaływania ogłupiających środków masowego przekazu. Wypadkowa wszystkich działających sił redukuje się do zera, bo sił jest dużo i działają we wszystkich kierunkach. Skoro więc każdy ciągnie w swoją stronę, jest duża szansa, że będziemy stać w tym samym miejscu na wieki. A poza tym pomyślcie, tak na chłopski rozum: jak może dobrze działać system, w którym decydujący głos ma motłoch, a nie elity?

Mimo to, skoro już mamy takie reguły gry, a nie inne, trzeba to przyjąć do wiadomości. I może nawet warto zagrać w tę grę, pod warunkiem jednak, że naszym celem będzie nie: ugrać jak najwięcej dla siebie, ale: doprowadzić do zmiany gry. Mając tę myśl na uwadze, twierdzę, że warto i należy głosować. Ale czy w tym akurat wypadku?...

Albowiem w tym wypadku wybierać mam pomiędzy ludźmi, którzy mówią:
  • podniesiemy podatki
  • utrzymamy biurokrację
  • będziemy rozdawać jednym z tego, co zabierzemy innym
  • flaga będzie miała odcień bardziej biały niż czerwony
a ludźmi, którzy mówią:
  • podniesiemy podatki
  • utrzymamy biurokrację
  • będziemy rozdawać jednym z tego, co zabierzemy innym
  • flaga będzie miała odcień bardziej czerwony niż biały
To ja taki wybór, proszę państwa, pieprzę. Bo to tak, jakbym głosował na to, jaki gatunek komarów ma mi pić krew. Jeszcze czego! A niech się sk***ny same między sobą dogadają!

Może jeszcze jakbym mieszkał w Warszawie, to by był jakiś sens głosować. Tam w wyborach na prezydenta startuje Janusz Korwin-Mikke - a on proponuje, w odróżnieniu od innych, żeby osuszyć bagno, coby komary się więcej nie wylęgały. Program zmian reguł gry. Szkoda tylko, że tak mało ludzi zwraca uwagę na programy.

Albowiem ludzie w swojej tępej owczej masie nie głosują na poglądy, tylko na naszość. Który kandydat jest bardziej nasz, ten wygra. Fakt, że poglądy w jakimś małym procencie też wpływają na poziom naszości, ale w nie większym stopniu niż, dajmy na to, kolor krawata. Dlatego, aby wygrać jakiekolwiek większe wybory, trzeba umieć manipulować tłumem, wykorzystując cynicznie jego tępotę, lęki i uprzedzenia. Niestety, Janusz Korwin-Mikke zbyt się takimi praktykami brzydzi i zupełnie niepotrzebnie zakłada, że ludzie bardziej myślą niż czują i że samym programem da się wygrać. Idealizm to piękna rzecz, tak. Ale w życiu wygrywają realiści, nie idealiści.

Kiedy tak snuję w myślach rozważania o naprawie Rzeczpospolitej, kiedy analizuję wszelkie możliwe sposoby naprawy państwa i ratunku przed nadchodzącą powoli, ale nieubłaganie katastrofą finansową, widzę tylko jedną realną prognozę na przyszłość: musi się to wszystko w cholerę zawalić. I niech się wali, skoro nie ma innej rady. Będzie wreszcie okazja naprawić fundamenty. Obyśmy tylko znów tej okazji nie zmarnowali.

Miłego dnia.

Masa Krytyczna - bulwersujący, irytujący, skandalizujący blog gadany (mp3).